Re: Pytanie do zwolennikow rynku

> Nic podobnego. Wymiana w żadnej mierze nie prowadzi do równości, tylko aby miał

> a jakikolwiek sens, to w swej istocie musi być pochodną osiągania obopólnych ko

> rzyści. Bez tego założenia nie możemy mówić o wymianie rynkowej.

Jezeli korzysc jest rozumina w sposob subiektywny to w zadnym razie tych korzysci nie mozemy porownac, sytuacja rownowagi nie zostala naruszona gdyz nie ma mozliwosci porownania subiektywnych korzysci z wymiany. Kazdy zyje w swoim swiecie, nie ma zadnej gry, zadnego rynku, wszystko moze byc wymienione za wszystko gdyz korzysc jest definiowna subiektywnie. Jest to stan prymitywnej przed-pienieznej gospodarki bazujacej na wlasnej produkcji i wymianie nadwyzek – nie jest to zadna gra rynkowa, gdyz urzytecznosci nie moga byc porownane.

Zaluzmy jednak ze istnieje mozliwosc porownania korzysci z wymiany (przez wartosc pieniezna tej korzysci). Z egoizmu jednostek wynikalby ze nie podejma oni zadnej wymiany jezeli korzysc z tej wymiany nie bedzie rowna, gdyz w konsekwencji wymiany sytuacja tego ktory ma mniejsza korzysc przy przyjeciu zalozenia o ograniczeniu zasobow pogorszylaby sie relatywnie do swojego kontrahenta. Podjecie takiej transakcji przy nierownym choc korzystnym wyniku mogloby byc mozliwe tylko przy przyjeciu zalozenia ze jednen z kontrahentow

– nie posiada wiedzy co do dokladnej wartosci korzysci

– jest bardziej altruistyczny i nie przyklada wagi do faktu ze jego korzysc jest relatywnie mniejsza.

– transakcja nie jest dobrowolna

Odrzucimy dwie ostatnie hipotezy, pozostaje wiedza. Efektem jednak jest nierowny rozklad ograniczonych zasobow w wyniku takiej transakcji. Po stronie jedego z graczy jest wiedza i wieksza ilosc zasobow w wyniku korzystniejszej transakcji, do nastepnej transakcji dwaj gracze beda stawac z nierownych pozycji negocjacyjnych a niewykorzystanie przewagi strony silniejszej swiadczyloby o jej altruizmie.

Problem polega na tym ze na skutek takich nierownych transakcji jedna ze stron moze utracic wszystkie zasoby. Taka teoretyczna mozliwosc istnieje, niezaleznie od optymizmu niektorych ludzi nie istnieje zaden mechanizm zapobiegajacy temu

> Konkurencja rynkowa to nie walka, choć rzeczywiście pod pewnymi względami może

> ją przypominać. Różnica jednak jest dość zasadnicza. Konkurencja na wolnym rynk

> u prowadzi finalnie do postępu i rozwoju, natomiast wojna tylko i wyłącznie do

> destrukcji.

>

Walka nie oznacza wojny, nawet schumpeter pisal ze rynek to kreatywna destrukcja. Nie chce wchodzic w ten temat ale do 18 wieku okres wojny byl tez okresem wzmozonej wymiany kulturowe i handlowej miedzy walczacymi stronami.

Troche mi to pachnie ideologia i propaganda, pozatym w grze rynkowej wychodzi sie od indywidualizmu i nie bierze sie takich kolektywnych wartosci jak postep i rozwoj. Nie moga one byc nigdy motywami indywidualnego dzialania gdyz staloby to w sprzecznosci z zasada egoizmu.

Jezeli zalozymy ograniczonosc zasobow, oraz istnienie mozliwosci ich nieograniczonego gromadzenia na drodze wymiany czy jakiejkolwiek innej, to odstapienie od tej czynnosci, musi byc motywowane altruizmem. Wymiana nie jest celem samym w sobie. Celem jest pozyskanie korzysci w pierwszej kolejnosci, w drugiej korzysci wiekszej niz kontrahent i to czy druga strona poniesie strate czy korzysc nie odgrywa najmniejszej roli.

Jezeli jedna ze stron dysponuje wiedza, ktorej nie posiada druga strona, ze dana transakcja jest korzystna korzystna tylko dla pierwszego kontrahenta to wiedza to zostanie wykorzystana.

Oczywiscie mozna zalozyc calkowita wiedze wszystkich graczy tak jak jest to w modelu konkurencji doskonalej, jednak nie istnieja wtedy zadne zyski srednio i dlugoterminowe i zadna nierownosc nie istnieje. Model funcjonuje wiecznie jednak przy nierealnych zalozeniach – wszyscy gracze dysponuja wiedza doskonala. Przy odrzuceniu tego zalozenia model popada w oligopol i monopol, czyli gra rynkowa sie konczy.

Dalej wydaje sie niemozliwym nawet teoretyczne wymyslenie modelu gry wiecznie funkcjonujacego bez fukcji resetujacej czyli wbrew glownemu celowi gry.

Oczywiscie mozna argumentowac ze rynek to nie gra o sumie zerowej ale wtedy jedna z zasad winna byc niemozliwosc polepszenia sytuacji w sensie posiadanych zasobow poprzez utrate ich przez innego gracza. Zysk musilby byc czerpany tylko z wzrostu. W przypadku zerowego wzrostu zadna zmianna dystrybucji zasobow nie winna byc mozliwa. Poniewaz tak nie jest mozna dla uproszczenia przyjac zalozenie o sumie zerowej.