Re: Koniec polskiego wstydu

Kolego,

nie lubię tego określenia per leming/i. prawdopodobnie także dlatego, że zdefiniowanie tego sowa jest tak pojemne, że KAŻDEGO można do zbioru zakwalifikowac. zgodnie ze stereotypem leming nie wybudza się aż do końca…do momentu tragedii. dlatego nie wiem skąd Twój optymizm ( po prawdzie osłabiony tym „chyba”) dotycząc powolnego wybudzania kogokolwiek w tym kraju.

dysonans poznawczy był, jest i będzie. ratunkiem dla wielu jest poszukiwanie kozła ofiarnego…a precyzyjniej „kaczki”. furda, że nie ma wpływu na kierunek rządzenia/administrowania od 5 lat. Gdyby nie „ona” to doszłoby do bardzo poważnych zaburzeń i mit „skoku cywilizacyjnego” vel szklanych domów Tuska już dawno prysłby ( dawno czyli np. rok temu).

zgadzam się, że wszystko opiera się albo na strachu albo na maśle. gdy zabraknie tego drugiego to zostaną tylko armaty. teraz jeszcze jest i raczej będzie. „przyśpieszenie spowolnienia” będzie najdotkliwsze ( według mnie, a ja jestem „durniem” w tych sprawach pamiętaj) w 1Q. jeśli Premier przetrzyma napór maślanych brutusów to może dociągnie jeszcze z rok zanim to się wszystko…nie zakonczy hepi endem.

w tej chwili cieszymy sie, że gonimy „zachód”. ja także się cieszę!!! boli mnie tylko to, że doganiamy ich bo oni obniżyli sobie na wielu polach poprzeczkę. w sumie tyle.

pozdrowienia,