Chwila moment…

A czy naród decyduje czy nie, o porzystąpieniu np. do międzynarodowej umowy o zwalczaniu pryszczycy u świń? A przecież przyjęcie tej umowy skutkuje w sposób naturalny zmianami, niekiedy bardzo poważnymi w prawie krajowym i ukazuje de facto prymat prawa międzynarodowego nad krajowym…

To może naród zadecydował o przyjęciu takiego a nie innego rozstawu szyn kolejowych albo takich a nie innych wzorów gniazdek elektrycznych?

A to przecież są też umowy międzynarodowe, mające poważne skutki…

Czy w każdej tej sprawie naród powinien się wypowiedzieć?

Pytanie „ile demokracji bezpośredniej” (czyli referendum) ma zawsze dyskusyjne odpowiedzi.

Zwłaszcza w Polsce, gdzie gdy już do referendum dochodzi, to często okazuje się, ze frekwencja wyniosła np. 25%, kładąc jego ważność.

Jestem przekonany, ze gdyby władza oglosiła referendum ws. ACTA przed całym procesem legislacyjnym, to taka plus minus byłaby frekwencja, nawet w przypadku wcześniejszych tzw. „konsultacji społecznych”. Połowa ludzi najzwyczajniej nawet nie wiedziałaby o co chodzi, a z tych, co wiedzieliby, połowa by nie przyszła.

Gdyby nie medialny hałas, zrobiony przez Anonymous’ów, pies z kulawą noga nie zwróciłby na temat uwagi, zwłaszcza w pokoleniu nastolatków. Dziś każdy małolat uważa za trendy dać w swoim profilu na Facebooku „Stop ACTA”

To jest sprawa z gatunku:

– czy bardziej demokracja bezpośrednia czy przedstawicielska?

oraz

– ile władzy i pełnomocnictw do czego w imieniu narodu w rękach demokratycznie wybranych przedstawicieli?

Na te pytania nie ma prostych odpowiedzi. Tu zahacza się o filozofię i modele ustrojowe.

Co do ACTA – rząd oczywiście zawalił. Ale nie dlatego, ze nie próbował zrobić szerokiej dyskusji ws. ACTA ze społeczeństwem. Co sensownego w sprawie prawnych standardów przestrzegania praw autorskich w sieci może powiedzieć mleczarz z Łomży albo konduktor z Wrocławia?

Tłum może pokazac swój nastrój, co w słupkokracji, jaką staliśmy się w ostatnich latach, jest istotne, ale na pewno nie jest w stanie ocenić sensowności poszczególnych zapisów tej umowy.

Rząd zawalił dlatego, ze nie wysłuchał głosu fachowców takich jak np. Wacław Iszkowski z NASK, albo inaczej – dał im powiedzieć swoje, po czym zachował się tak, jakby niczego nie słyszał, odfajkowawszy kwestię „konsultacji”.



„Jest to najgłupsza rzecz, jaką zrobiliśmy…Bomba atomowa nigdy nie wybuchnie-mówię to jako ekspert od materiałów wybuchowych”

William Leahy, admirał Marynarki USA